Śmieszny pan, który za pomocą przerysowanych gestów i efekciarskich słów mówi Ci, jak masz żyć lub przełożony w korporacji chcących zmotywować Cię do wydajniejszej pracy. Niektórzy na słowo „coaching” reagują odruchem wymiotnym. I wcale im się nie dziwię. Tyle że to wszystko nie jest coachingiem.

dwóch rozmawiających mężczyzn
W ostatnich latach coaching stał się bardzo popularnym zjawiskiem. Wraz z jego upowszechnieniem się, zaczęły się do niego przyczepiać zachowania coachów („coachów”) i skojarzenia postronnych osób, które z coachingiem NIE mają za wiele do czynienia. Z całkiem fajnego narzędzia umożliwiającego rozwój osobisty stał się on obiektem szyderki lub tematem tak lekkostrawnym, że ludzie biorą nogi za pas, gdy tylko wjedzie na stół. Czym wobec tego jest, a czym nie jest coaching? Pora z tym zagadnieniem rozprawić się po męsku, czyli wprost.

Uważaj na demiurgów

Możesz spotkać się z kilkoma rodzajami zachowań coachów oraz poglądami odbiorców coachingu, które mieszają „czysty” coaching ze zjawiskami szkodliwymi, czasami niebezpiecznymi. Poniżej wypisałem rzeczy, które jako pierwsze przychodzą mi do głowy.

  1. Coaching nie jest terapią. Jeśli czujesz, że temat, z którym chciałbyś się udać do coacha to „gruba sprawa”, zasięgnij jego opinii lub od razu poszukaj terapeuty. Co do zasady coach powinien kierować swojego klienta na terapię (i do każdego innego wykwalifikowanego specjalisty), kiedy widzi, że problem, z którym do niego przychodzi, wykracza poza ramy coachingu. Absolutnie niedopuszczalne jest bawienie się przez coacha w psychoterapeutę, poza przypadkiem, gdy zdobył on ku temu odpowiednie kwalifikacje. W tym miejscu można dodać, że coaching jest mniej formalną relacją niż relacja terapeuty z pacjentem.
  2. Coaching nie tyle zajmuje się szukaniem przyczyn problemów, co znajdywaniem rozwiązań. O ile w przypadku terapii możesz mieć do czynienia z dokopywaniem się do źródeł tego, co Cię trapi, blokad i konkretnych przekonań, ze spoglądaniem za siebie, o tyle coaching zajmuje się przede wszystkim szukaniem rozwiązań, budowaniem lepszej przyszłości na bazie swoich mocnych stron, patrzeniem do przodu.
  3. Coaching nie jest udzielaniem porad i mówieniem, jak masz żyć. Uważaj na demiurgów! W coachingu nie skupiamy się na analizowaniu sytuacji, roztrząsaniu problemów klienta, interpretowaniu jego zachowań, formułowaniu diagnoz, ocenianiu, dawaniu gotowych rozwiązań i mówieniu drugiej osobie, jak ma żyć. Tym bardziej powinna zapalić Ci się w głowie czerwona lampka, jeśli osoba określająca siebie mianem „coacha” krytykuje Cię lub poniża.
  4. Coaching nie jest głoszeniem „tanich” haseł motywacyjnych. Prawdziwe motywowanie klienta i wsparcie polega na czymś więcej niż na rzuceniu pod jego adresem „Dasz radę!” lub „Jesteś zwycięzcą!”. Takie podejście zostawmy na internetowe memy. W tym miejscu ważna dygresja – spotkasz się pewnie nie raz z coachem, który będzie mówił Ci, że możesz osiągnąć wszystko. I o ile z perspektywy psychiki samo tego typu nastawienie ma sens (tzn. chodzi o to, by motywować siebie pozytywnie), o tyle doświadczenie życiowe i spojrzenie coachingu chrześcijańskiego wskazuje na coś innego: możesz dużo, ale w życiu zdarzają się też przypadki, nieszczęścia, nawroty z obranego kursu, istnieje wolność drugiego człowieka, z którą musisz się liczyć, a także ograniczenia ludzkiej natury. Pamiętaj, że Wszechmogący mieszka pod innym adresem ;).
  5. Coaching nie jest gwiazdorzeniem. Czuję, że coś nie gra, gdy coacha jest za dużo w mediach lub wprost robi z siebie gwiazdę. Co innego promocja własnej usługi poprzez pokazywanie (także) swojej twarzy, a co innego nieustanne brylowanie na salonach. W relacji z klientem coach powinien tak naprawdę trochę usunąć się w cień, by nie przytłaczać osoby, z którą pracuje, i być na tyle przezroczystym, aby mogła ona usłyszeć siebie, samodzielnie wyciągnąć wnioski i ruszyć do przodu.

Partnerska relacja równych stron

No dobrze, ale skoro wymienione wyżej zjawiska należą do patologii coachingu, a nie są „czystym” coachingiem, to po czym rozpoznać ten drugi? Zwróć uwagę na zachowanie coacha. Jest pięć podstawowych instrumentów, którymi się posługuje.

  1. Coaching polega na słuchaniu. Być może jesteś zaskoczony. Słuchanie jest pierwszym z narzędzi coacha, a dr Gary R. Collins uważa wręcz, że w pracy z klientem powinno ono zajmować 80% czasu. Chodzi nie tylko o słuchanie rzeczowe, odnoszące się do tego, co i jak klient mówi, ale i aktywne oraz intuicyjne. Gdy ktoś nas słucha, czujemy się przyjęci, otwieramy się, rośniemy i mamy okazję usłyszeć samych siebie (Co mnie motywuje? Czego pragnę?), co w coachingu ma duże znaczenie. Z kolei dla coacha jest to okazja nie tylko do „otworzenia” klienta, ale również do wczucia się w jego sytuację i zauważenia komunikatów, które wysyła. Słuchanie to kluczowa sprawa na pierwszych sesjach, kiedy to zawiązuje się relacja między coachem a klientem, a ta jest fundamentem coachingu.
  2. Coaching polega na zadawaniu odpowiednich pytań. Coaching to rozmowa, a nie wywiad lub przepytywanie. Pytania, które zadaje coach, powinny być ukierunkowane na cel, czyli służyć temu, by coaching posuwał się do przodu. Pilnowanie, by rozmowa i pytania nie były bezcelowe, nie zamieniły sesji coachingowej w „pogadankę”, należy do bardzo ważnych zadań coacha. Najczęściej spotkasz się z pytaniami otwartymi i mocnymi (zmuszającymi Cię do spostrzeżeń, otwierającymi w głowie nowe możliwości, a nawet wywołującymi… kontrolowany wstrząs).
  3. Coaching to reagowanie i udzielanie informacji zwrotnych. Pewnie nie raz spotkałeś się z taką sytuacją, że pisałeś do kogoś na Messengerze i nie byłeś pewien, jak on odebrał to, co starałeś się mu przekazać. Nie bez powodu – w świecie wirtualnym kanały komunikacji są zredukowane. Zupełnie inaczej rozmawia się, gdy naprzeciwko nas siedzi żywa osoba, która reaguje werbalnie (mówiąc np.: „jasne”, „wow!”, „powiedz coś więcej”), parawerbalnie (np. wyrażający zrozumienie pomruk „mhm”), przytakuje głową, gestykuluje czy utrzymuje kontakt wzrokowy. To wszystko robi coach. Z kolei udzielanie informacji zwrotnych polega na odnoszeniu się do konkretów i zakłada afirmację klienta. To może być też delikatne podważenie przekonań (jeśli coach zauważy, że takie przekonania hamują klienta w dalszym rozwoju), rzucenie wyzwania lub zapytanie się klienta o zgodę na podzielenie się przez coacha jego osobistym doświadczeniem (w miejsce dawania rad).
  4. Coaching sprowadza się do mądrego motywowania. Wspierać klienta można na parę sposobów. Już samo towarzyszenie mu w jego drodze, w partnerskiej relacji równych stron jest takim wsparciem. Coach powinien być „głównym kibicem swojego klienta” (jak pięknie ujął to dr Collins), a gdy przeszkody unieruchomią go, może się okazać jedyną osobą, która go wesprze. To tutaj jest miejsce na słowa zagrzewające do dalszej walki. Coach z wyczuciem zachęca klienta do dalszych wysiłków – zauważa i pokazuje mu jego mocne strony, sukcesy i pozytywne wydarzenia w jego życiu. Wreszcie dzieli się z klientem inspirującymi historiami oraz jest kustoszem jego celu, o czym szerzej powiem już w następnym punkcie.
  5. Coaching polega na pilnowaniu Twojego celu. Coaching zajmuje się celami, które zgłasza klient. Mogę one dotyczyć: stawania się liderem w swoim codziennym środowisku życia, odkrywania swojego powołania życiowego, odnowienia swojej wiary lub zyskania nowej motywacji w wykonywanej pracy (to wybrane wyzwania, nad którymi możesz popracować ze mną). To również klient formułuje plan osiągnięcia swojego celu i realizuje go, co jest niezwykle istotne, bo jeśli nie nastąpiło wdrożenie planu w życie, coaching nie zaistniał. Coach jest osobą, przed którą rozliczasz się z wykonania zadania i która przechowuje Twój cel, pamięta o nim, gdy sam o nim zapomnisz lub przeciwności życiowe go storpedują.

Przy okazji chciałbym zwrócić uwagę na jedną rzecz. Dla mnie prywatnie coaching jest przede wszystkim narzędziem do pracy nad celami osobistymi. Istnieją pracodawcy, którzy wykupują usługę coachingową dla swoich podwładnych po to, by polepszyć ich efektywność, co pozwoli zwiększyć dochody przedsiębiorstwa. Czuję pewien zgrzyt, gdy wykorzystuje się coaching nie dla dobra pracownika, ale mając na celu mocniejsze „wyciśnięcie go” dla jeszcze większego zysku.

W cieniu, a nie na świeczniku

Prawdziwy coaching nie jest „głośny”, nie pcha się na świecznik i nie wciska klientowi kitu, że osiągnie on wszystko, co tylko zapragnie. Coach, który zrozumiał swoją rolę, usuwa się w cień po to, by jego klient mógł się rozwinąć, przyjmuje służebną rolę, jest pokorny i zdaje sobie sprawę z ograniczeń ludzkiej natury oraz tych związanych z okolicznościami życiowymi. Słucha, pyta, wspiera i kibicuje. Pozostaje optymistą. W moim przypadku dochodzi jeszcze specyfika coachingu w ujęciu chrześcijańskim – w pracy z klientem łączę „czysty” coaching z elementami charakterystycznymi dla chrześcijaństwa. Ale o tym opowiem przy okazji kolejnego wpisu poświęconego coachingowi. Tymczasem chciałbym zapytać, jakie Ty masz skojarzenia i doświadczenia związane z coachingiem? Daj znać w komentarzu!

Podaj dalej:
error0

Post Author: lukaszkusmierz

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o