Facet, który na serio wchodzi w przygodę z Chrystusem, często zmaga się ze swoim pożądaniem seksualnym. Oczywiście, są mężczyźni pozbawieni tego typu balastu. Chwała im za to, ale obawiam się, że stanowią oni mniejszość.

tańcząca kobieta

Większość chrześcijan traktuje pożądanie, które odczuwa, w sposób lękowy i „nakłada na nie kaganiec”. Albo wynika to z faktu, że dorastali w purytańskim środowisku, albo wierzący robią tak dlatego, że po czasach ekscesów, grzechów w obszarze seksualności i późniejszym nawróceniu są na tym punkcie przewrażliwieni. Nie widzą różnicy między samą potrzebą a wyrażeniem jej w taki sposób, który jest grzeszny, a uczucie pożądania mylą z czynami pożądliwymi, czyli z seksualnym uprzedmiotowieniem drugiej osoby. Mogą nawet wpaść na „genialny” pomysł wyparcia pożądania – idąc za myślą: „skoro nie radzę sobie z zachowaniami, które wynikają z mojego popędu, jakoś mi on ciąży, to jeśli wykasuję samo uczucie, to pozbędę się też grzechów lub zmagań w tej sferze”.

Skąd się bierze seksualność mężczyzny

Boży „tok myślenia” jest jednak inny. Pierwsze słowa, jakie Bóg kieruje do ludzi, to „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się” (Rdz 1, 28). Już na samym początku człowiek zostaje zachęcony do korzystania z pragnienia cielesnego złączenia się ze swoją żoną lub mężem. Do biblijnego kanonu ksiąg natchnionych została włączona Pieśń nad Pieśniami – piękny literacko… erotyk. Jasne, Pieśń nad Pieśniami symbolizuje relację Chrystusa i Kościoła, ale w swoim dosłownym znaczeniu jest hymnem pochwalnym miłości małżeńskiej, w tym małżeńskiego seksu, który bez pożądania nie istnieje. Eros (pożądanie, miłość biorąca) funkcjonuje w tej księdze Pisma Świętego obok agape (miłości służącej, ofiarnej). Jedna bez drugiej choruje – nie można tylko brać, ale i nie można wyłącznie dawać, co podkreślił w encyklice „Bóg jest miłością” nie kto inny jak papież Benedykt XVI. Pożądanie na pewnym etapie musi spotkać się z agape (i spotka się, jeśli jest to prawdziwa miłość), ale nie zmienia to faktu, że ze swej natury seksualność mężczyzny, TWOJA SEKSUALNOŚĆ jest czymś dobrym. W końcu ma Boskie pochodzenie.

Pożądanie w służbie świętości

Uczucia są darem od Boga, również te, z którymi mamy trudność, np. pożądanie. Darem, a nie pułapką: „masz tu cały zestaw emocji, ale nie waż mi się używać niektórych z nich!”. Jako takie nie podlegają one ocenie moralnej, dopiero wynikające z nich czyny mogą być dobre albo złe. Inny dar, rozum, mężczyzna darzy często sporym zaufaniem, skąd więc jego podejrzliwość wobec uczuć? „Chrześcijanin wie, że Bóg nie kocha nas wyłącznie ze względu na nasz umysł. On pragnie całego człowieka” – stwierdza katolicki doradca rodzinny Gregory K. Popcak.

Można korzystać z pożądania i jednocześnie się uświęcać, bo świętość polega na zaangażowaniu całego człowieczeństwa, w tym uczuć człowieka. Czystość to nie to samo, co surowe lub pruderyjne podejście do seksualności. W książce „Święty Seks!” Popcak podaje definicję czystości seksualnej: „żyję w czystości nie wtedy, gdy jedynie trzymam w zamknięciu narządy płciowe, ale wtedy, gdy wiem jak być kochającym, odpowiedzialnym, pełnym szacunku i bliskości, współpracującym, radosnym, wiernym i w pełni ludzkim w odniesieniu do mojej seksualności. Trzymanie narządów płciowych pod kluczem (…) to nie jest czystość. To tłumienie”. Mogę potwierdzić, że tłumienie swojego pożądania, traktowanie go bez czułości, „z buta”, może doprowadzić do poważnych problemów – np. powodować dalsze upadki w singielostwie lub wyjść na światło dzienne już w małżeństwie i zaburzyć życie seksualne pary. Jeśli więc wyjściem nie jest wyparcie swoich potrzeb seksualnych, to co ma robić wierzący facet?

To bardzo dobre pytanie, Czytelniku :). Pójdźmy za ciosem:

  1. Jak możesz w sposób dobry (budujący, moralny, kreatywny itd.), a nie wypierający, wykorzystać swoje pożądanie?
  2. Gdy pojawia się u Ciebie pożądanie, to jakie niesie ono przesłanie, o czym chce Cię poinformować?
Podaj dalej:
0

Post Author: lukaszkusmierz

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o