W przedostatni weekend marca byłem na 3. edycji Męskiego Azymutu. Jest to spotkanie liderów męskich wspólnot katolickich złożone z Mszy Świętych, modlitw, konferencji i dzielenia tym, co u nas słychać na co dzień. Konferencje prowadził Bill Moyer – mąż, ojciec, dziadek, założyciel SOS Leadership Institute, organizacji, która zajmuje się kształtowaniem przywódców zmiany. Bill mówił nam m.in. o tym, że problemem męskich wspólnot jest to, że chcą działać niezależnie od siebie. We współpracy między męskimi grupami widział szansę, zaś w rywalizacji zagrożenie. Chciałbym poszerzyć tę refleksję.

mężczyźni grający w rugby

Jak wiecie, pracuję za pomocą coachingu. Naprawdę wierzę w to narzędzie. Wierzę w to, że człowiek dojrzewa, gdy zaoferuje mu się wolność i możliwość podejmowania samodzielnych decyzji. Dlatego m.in. nie jestem fanem dawania rad. Mają one ograniczoną skuteczność we wprowadzeniu trwałej zmiany i niejako odbierają możliwość dojrzewania. Wolność, która jest obecna w coachingu, kojarzy mi się z wolnością znaną z duchowości ignacjańskiej. W szkole wiary wywodzącej się od św. Ignacego dostajesz pewne wskazówki, ramy, ale w konkretnych sytuacjach życiowych sam decydujesz, jak postąpić. Byłoby to trudne bez tych ram, konkretów.

Najpierw know-how, potem wolność

Pracuję z mężczyznami. Wielu z nas wychowało się bez ojców. A od kogo facet uczy się konkretów? Właśnie od ojca. To on uczy praktycznych umiejętności syna (i córkę), pokazuje, jak radzić sobie z danym problemem, podsuwa rozwiązania.

Od dłuższego czasu chodzi za mną myśl, że jeśli mężczyzna wychował się bez ojca, to potrzebuje know-how, konkretnych sposobów postępowania w konkretnych sytuacjach. Dopiero potem może dostać wolność, mogę przyjść ja i zaproponować mu coaching. Przypomina mi się opowieść dr Jacka Pulikowskiego, którą usłyszałem na jednej z jego konferencji. Opowiadał on o chłopaku dorastającym bez ojca, być może w ogóle był sierotą – dokładnie już nie pamiętam. Gdy w pewnym momencie swojego życia natrafił na mentora, to skrupulatnie uczył się od niego, jak się ma zachowywać. Np. jeśli szedł na randkę, to zadawał pytania swojemu zastępczemu tacie i odnotowywał, co krok po kroku ma robić. To było trochę jak nauka chodzenia.

Komplementarna pomoc

I tu wracamy do współpracy między mężczyznami, o której opowiadał na Męskim Azymucie Bill Moyer. Z mojej perspektywy dużą robotę w kształtowaniu mężczyzny wykonuje w pierwszej kolejności ojciec, a potem: rodzeni starsi bracia, męska wspólnota kościelna, nauczanie Kościoła/ksiądz/kierownik duchowy, terapeuta, trener. To oni dają know-how (nierzadko zastępując ojca), z którym potem mogę pracować jako coach (matka również może pomóc, ale nie wniesie ona perspektywy męskiej, która jest istotna dla syna). Chciałbym, abyśmy jako coachowie, trenerzy, terapeuci, księża ze sobą współpracowali. Księża już od jakiegoś czasu odsyłają penitentów do terapeutów, kiedy widzą, że problem, z jakim zmagają się ludzie, nie dotyczy tylko duszy. Z kolei terapeuci powinni odsyłać do księży, gdy dochodzą do granicy swoich kompetencji, za którą rozpościera się interwencja duchowa.

Czas poszerzyć tę współpracę na nas wszystkich. Na co dzień każdy z nas odpowiada za inny wycinek rzeczywistości: ksiądz pomaga uleczyć duszę, terapeuta pracuje z emocjami pacjenta, trener uczy konkretnych umiejętności, a coach stwarza warunki do tego, by klient mógł samodzielnie odkryć, co chce w życiu robić. Żaden z nas nie jest omnipotentny. Stwórzmy więc coś na kształt klastra, w obrębie którego będziemy polecać fachowców z innych dziedzin, kiedy problem będzie wykraczał poza nasze kompetencje lub przyda mu się uzupełnienie. Dzięki temu: a) dotrzemy do osób, którym chcemy pomóc, ale nie mamy do nich dostępu, b) pomoc będzie lepsza, bo komplementarna, c) pomożemy samym sobie, zwalczając grzech ego pt. „moje rozwiązanie jest najlepsze” i „zrobię to sam”.

Koalicja superbohaterów

Dwa lata temu załączyłem na swoim Facebooku rysunek Avengers (grupy komiksowych i kinowych herosów), a w poście napisałem takie słowa: „Kiedy postanowisz zawalczyć ze złem w swoim życiu, zbuduj wspierającą Cię koalicję osób, grupę swoistych superbohaterów. Poważnie. Kto Cię wysłucha i da się wykrzyczeć, gdy zdecydujesz się na konfrontację ze swoimi toksycznymi rodzicami? Kto doda Ci sił do walki o rozpadające się małżeństwo? Kto Ci pomoże, kiedy zostaniesz bez pracy?”. Jedna z części filmowej serii Avengers nosi tytuł „Avengers: Wojna bez granic” – my zróbmy współpracę bez granic, wejdźmy na poziom 2.0. Ktoś może się śmiać, że jest to infantylne porównanie, ale ksiądz, terapeuta, coach i trener mogą stworzyć taką właśnie koalicję superbohaterów na rzecz wsparcia mężczyzny. Superbohaterów nie we własnych oczach, ale w oczach tego, komu pomogli, bo takie osoby pamięta się do końca życia…

Podaj dalej:
0

Post Author: lukaszkusmierz

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o