Tak, mamy problem z wyrażaniem emocji. Ale dotąd nie rozwijano nas w tym kierunku.

Ostatnio często trafiam na taki przekaz: „mężczyźni są odcięci od swoich emocji”. Nawet sam o tym pisałem w tekście dla DEON.pl. Mówią o tym terapeuci, mówią nasze kobiety, i sygnalizują problem, bo faktycznie jest to problem: człowiek niemający łączności z tym, co się dzieje u niego w środku, nie potrafi wejść w głęboką relację z drugą osobą, może zapadać na różne choroby, nie wie, czego chce. I to wszystko prawda, ale… to jak oczekiwać od ucznia, żeby osiągnął już poziom nauczyciela. Bo istotnie jeśli chodzi o emocje, jako faceci jesteśmy na etapie ucznia – gdyż przez całe wieki „nie wolno” nam było ich mieć.

Mężczyzna wrażliwy na swoje emocje, świadomy swoich potrzeb i niuansujący rzeczywistość (za dużo analizujący) to kiepski materiał na żołnierza. A ktoś na te wojny, przez stulecia, iść musiał. Dodajcie do tego dorastanie w rodzinach, które nie zachęcały do wyrażania uczuć, bo same miały z tym problem, i ojca, kluczową postać dla rozwoju syna, którego albo nie było w domu, albo był zaburzony. Wreszcie dziewczynki rozwijają się jako osoby (w tym pod kątem dojrzałości emocjonalnej) poprzez relacje/kontakt z innymi kobietami, przedstawicielkami tej samej płci, od małego mają w swoim otoczeniu dla siebie punkty odniesienia, wiedzą, co mają robić. Chłopcy mieli nieobecnych fizycznie lub emocjonalnie mężczyzn albo… no właśnie, kobiety. No to od kogo mieliśmy się nauczyć tego, co mężczyzna robi z uczuciami?!

Emocji dopiero się uczymy

W tym miejscu można by zadać prowokacyjne pytanie, czy w takim razie facetów powinno się rozwijać w kierunku wyrażania emocji? Skoro z takiej osoby byłby żaden żołnierz, a wojny wciąż trwają… Ale odpowiedzmy na nie innym prowokacyjnym pytaniem: a może te konflikty zbrojne biorą się m.in. z zaburzonego kontaktu z własnymi uczuciami? To wcale nie jest takie od czapy pytanie. Nie chcę przez to powiedzieć, że zachodzi tu prosta korelacja, i jedynym powodem rozwiązywania konfliktów siłowo jest fakt, że mężczyźni nie wiedzą, czym np. różni się żal od smutku. Nie spłycam problemu. Jednak wiadomo już, że dzieci, które były zmuszane do radzenia sobie z uczuciem złości tylko intelektualnie i nie nauczyły się go wyrażać w sposób konstruktywny, często potem wybierają przemoc. Jedno takie dziecko, to jeden człowiek, który, gdy w dorosłym życiu wszystko w nim buzuje, garnek pełen złości dociska przykrywką. Kilkadziesiąt milionów takich dzieci-chłopców przez kolejne pokolenia to cała masa wściekłych dorosłych, których złość rozwinęła się w zaburzonym kierunku. A jeśli złość, to można założyć, że z wychowaniem do wyrażania innych uczuć było podobnie.

Co więc możemy zrobić? Przede wszystkim możemy zrozumieć swoje położenie. Żyjemy w momencie przełomowym, w którym my – mężczyźni – dopiero się uczymy tego, jak radzić sobie z emocjami. Z książek, filmów, warsztatów i terapii – niestety bardzo często nie z przykładu domowego, co byłoby najlepszym rozwiązaniem. To jest proces, a jak każdy proces, wymaga on czasu. Zdejmijmy więc z siebie trochę presji. Po drugie warto otworzyć się na sferę uczuć i zobaczyć, że jednak ma ona znaczenie, choć często ją lekceważymy (znam to doskonale…). Mężczyzna to nie tylko rozum i ciało. Jeśli zagłodzimy na śmierć nasze emocje, to wyjdzie nam to bokiem: zdrowotnie lub w relacjach. A po trzecie musimy próbować, próbować, i jeszcze raz próbować. Stawiać jak niemowlę pierwsze kroki, potykać się, i ponownie stawać na nogi. Niemowlaki, o ile wkładają w to wysiłek, rozwijają się w końcu w stronę dorosłości i dojrzałości…

Podaj dalej:
error0

Post Author: lukaszkusmierz

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o