Czy Kościół pomaga Ci rozwijać Twoją męskość? Nie odpowiadaj mi tak, jak uważasz, że powinieneś odpowiedzieć, ale tak, jak faktycznie myślisz.

Może jest tak, że uważasz Kościół za miejsce dla kobiet, pieśni religijne pozbawiają Cię mocy, a perspektywa budowania RELACJI na całe życie z MĘŻCZYZNĄ, który Ciebie KOCHA, nie jest Twoim najskrytszym pragnieniem? 😉  Jeśli odpowiedziałeś na te pytania twierdząco, DVD „Męskie sprawy. Olewamy polityczną poprawność” jest dla Ciebie. To 8-godzinna konferencja (podzielona na mniejsze bloki) dla mężczyzn, która odbyła się w Stanach Zjednoczonych, rozprawiająca się wprost, czyli po męsku, z tematami, które nas wkurzają, bolą lub odwrotnie – sprawiają, że dobrze nam ze sobą. Bo jej jedno z naczelnych przesłań nie brzmi „wyrzeknij się bycia prawdziwym facetem, to odnajdziesz się we współczesnym Kościele”, ale „bądź prawdziwym facetem i czuj się dobrze w swojej skórze, bo współczesny Kościół takich gości bardzo potrzebuje!”. Jak ujął to jeden z prelegentów Brad Stine:

Królestwo [Boże] potrzebuje więcej testosteronu.

Jeśli śledzisz Lidera, to już domyślasz się, że podpisuję się pod takim stwierdzeniem. Zgadzam się z pastorem Markiem Gungorem, firmującym konferencję wydawnictwa VOCATIO swoim nazwiskiem, że narasta zniewieścienie Kościoła, a właściwie – już narosło. I nie chodzi tylko o statystyki i fakt, że w Kościele więcej jest kobiet niż facetów, ale też wrażenie, że wzorcem stał się „chrześcijanin na morfinie” (jak dowcipnie nazywa zjawisko Gungor): zamulony, cichy, schodzący wszystkim z drogi. Podczas swojego wystąpienia autor książki „Jak znaleźć fajną żonę?” przekonuje więc, że „mężczyźni powinni się wzajemnie ostrzyć, rzucać sobie wyzwania, załazić sobie za skórę”. To zarazem nie przekreśla miłości bliźniego, bo „możemy się nie zgadzać, ale nadal kochać i szanować (…) stanowić jedność”, jak zauważa.

Tygrysy Jezusa

Podoba mi się to, że konferencja „Męskie sprawy…” pełna jest humoru, energii, męskiej siły, w czym celuje nie tylko znany z luzu Mark Gungor, ale też wspomniany wyżej Brad Stine. Och, jego wystąpienia wkurzą niektóre osoby! Przyjmują one formę właściwie stand-upu (mówca jest chrześcijańskim komikiem), ale nie są pozbawione powagi, np. gdy Stine opowiada o tym, co robić, gdy nie słyszy się Boga. Tak jak mówię, charyzmatyczny, pomykający po scenie w koszulce UFC, organizacji znanej z organizowania walk MMA Stine zirytuje część odbiorców – ja sam parę razy się zjeżyłem, ale… z drugiej strony ciekawie było rozruszać swojego poprawnego politycznie, wewnętrznego sztywniaka. Dzięki Brad! Na drugim biegunie jest spokojny Jimmie Bratcher, który opowiada o tym, jak kończyć rozpoczęte zadania, wspomina swoje nawrócenie i zachęca do tego, byśmy nie zabierali swoich marzeń do grobu. Bratcher to też główna postać koncertu bluesowego, który również trafił na to DVD.

„Męskie sprawy…” to poza tym garść statystyk i praktycznych rozwiązań na temat tego, co zrobić, by przyciągnąć facetów do Kościoła, które serwuje sympatyczny i rzeczowy David Murrow. 90% programów dla mężczyzn upada przed upływem 2 lat. Nie jest łatwo uruchomić taki program, a i tak przyłączy się do niego mniejszość. Dlaczego tak się dzieje? Być może dlatego, że jak zauważa dowcipnie Murrow, nastąpiła zmiana wektora w mówieniu o chrześcijaństwie – stosując analogię filmową: z ratowania świata pomimo przeciwności, jak w kinie akcji na budowanie relacji z kimś na całe życie, jak w komedii romantycznej. Rozwiązanie? Trzeba przywrócić równowagę między kobietami a mężczyznami w Kościele, bo „mężczyźni podążają za innymi zdrowymi mężczyznami”. Potrzebujemy męskich księży, bo tacy faceci są dla nas magnetyczni, potrzebujemy męskich nauczycieli, jeśli chodzi o wiarę, Kościół potrzebuje entuzjastycznie nastawionych mężczyzn, którzy są Jego rdzeniem. Wtedy jest szansa na przekazanie pałeczki, które wszyscy dobrze znamy z Pisma Świętego – cytując Murrowa:

Jak Jezus zaczął budować swój Kościół? Poszedł i wyszukał sobie 12 ciołków. A potem przemienił ich w tygrysy.

To nie jest tak, że wszystko, co jest związane z recenzowaną konferencją przypadło mi do gustu. Np. nie od dziś nie rozumiem zajawki Amerykanów na polowanie na zwierzęta i nie wiem, jak godzą to z wiarą, a ten wątek pojawia się podczas wystąpień. Są i inne tezy, z którymi mógłbym wejść w polemikę. Strona edytorska tego DVD momentami trąci myszką (po co te długie, 10-minutowe zwiastuny innych pozycji wydawnictwa?), przydałaby się też rozpiska tematów na awersach poszczególnych płyt, by do prelekcji było łatwiej wracać w przyszłości. Nie zmienia to faktu, że kilka dni spędzonych z „Męskimi sprawami” spowodowało, iż zdążyłem się zżyć z Markiem i resztą, i gdy zobaczyłem ich razem na scenie podczas zamykającej konferencję dyskusji, zrobiło mi się miło.

Podaj dalej:

Post Author: lukaszkusmierz

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o