Czy wydarzenia w naszym życiu pozbawione sensu faktycznie takimi są, czy tylko takimi nam się wydają? A jeśli to drugie, to w jaki sposób możemy dostrzec, co się za nimi kryje?

Co o ludzkim życiu mówi fizyka kwantowa

Dwa lata temu straciłem przyjaciela. Choć z powodu jego stanu zdrowia mogłem się liczyć z jego śmiercią, to tak naprawdę nie brałem tej możliwości na poważnie – to była jednak operacja poprawiająca standard życia, był w dobrych rękach, a ja, przyznaję, myślałem życzeniowo. W jednej chwili wszystko się urwało. Po początkowym szoku przyszedł smutek i niezrozumienie. Bo z mojej perspektywy brakowało w tym sensu: oto przyjaciel miał zaraz zacząć nowy etap i wejść na drogę dobrych zmian, a nie zdążył tego zrobić. Pośród osób i rzeczy, które pomogły mi w tamtym czasie, były słowa o. Richarda Rohra z książki „Spadać w górę”. Franciszkanin z prowincji Nowy Meksyk porównuje w niej ludzkie życie do fizyki Newtonowskiej i fizyki kwantowej. Większość z nas dorastała w świecie tej pierwszej, logicznym i uporządkowanym, gdzie konkretna przyczyna miała swój skutek. Ale jest też fizyka kwantowa, która nijak się ma do zasad opartych na rozumie. Mówiąc jeszcze inaczej: życie to ład i porządek, ale czasem też przypadek, brak kontroli i logiki.

Wszyscy znamy to doskonale. Masz jasno zdefiniowaną ścieżkę kariery, uczysz się pilnie, bierzesz dodatkowe lekcje i… nie dostajesz się na wymarzone studia. Każda twoja kolejna praca to szczebel wyżej w twoim rozwoju zawodowym, ale nagle z niezrozumiałego powodu na lata lądujesz w martwym punkcie, jeśli chodzi o postępy. Jesteś w związku, na którym naprawdę ci zależy, starasz się, a on i tak się rozpada. „To nie ma sensu”. W rzeczy samej. Myśl o tym, że w życiu czasami po prostu „tak jest” (fizyka kwantowa), przyjęcie tego do wiadomości bez próby logicznego wytłumaczenia, dlaczego tak się dzieje, może być wówczas wyzwalające. Istnieje po prostu też opcja „b”, i już. To pomaga, ale oznacza równocześnie zmaganie się z wewnętrznym niepokojem, że to co buduję pieczołowicie, może się zawalić w jednej chwili, i co gorsza, nie dostanę wyjaśnienia, po co to jest. To jest w gruncie rzeczy życie „z kamykiem w bucie” – uwiera nas, dobrze wiemy, że on tam jest, ale idziemy naprzód. I ja tak żyłem przez ostatnie dwa lata, aż przyszła odpowiedź z zaskakującej strony.

To nie ma sensu?

Chcąc rozwinąć moją pasję dotyczącą kosmosu, sięgnąłem ostatnio po książkę Neila deGrasse Tysona „Kosmiczne zachwyty”. Ku mojemu zdumieniu jeden fragment z książki bądź co bądź popularnonaukowej, a nie dotyczącej ludzkiej egzystencji, pomógł mi uporać się z tym, z czym męczyłem się przez ostatnie lata:

Doskonalenie naszych zmysłów (…) pozwala nam, osobom dorosłym, osądzać, czy zdarzenia i zjawiska zachodzące w naszym życiu „mają sens”. Sęk w tym, że bardzo niewiele odkryć naukowych ostatniego stulecia było wynikiem bezpośredniego wykorzystania pięciu ludzkich zmysłów. Był one raczej efektem zastosowania wykraczającego poza zakres naszych zmysłów sprzętu oraz matematyki. To właśnie dlatego dla przeciętnego człowieka teoria względności, fizyka cząstek oraz teoria strun „nie mają sensu” (…) Właściwie dla naukowców te idee też nie miałyby większego sensu, dopóki nie mogliby badać wszechświata wystarczająco długo z wykorzystaniem wszystkich technologicznie dostępnych metod detekcji. Dzięki nim ostatecznie wchodzimy na nowy, wyższy poziom „zdrowego rozsądku”.

Czyli po pierwsze – choć „fizyka kwantowa” nadal „nie ma sensu”, to istnieją narzędzia, po zastosowaniu których, ona spina się jednak w całość. Po drugie – te instrumenty są dostępne człowiekowi. Jeśli przełożyć świat fizyki na naszą codzienność, to to odkrycie naprawdę wiele zmienia. Ja w temacie zmagań z chaosem życia po raz pierwszy od dwóch lat poczułem nadzieję i pokój.

Czym mogłyby być te instrumenty, dzięki którym wchodzimy na, cytując Neila deGrasse Tysona, „wyższy poziom zdrowego rozsądku”? Muszę przyznać, że nie mam gotowych odpowiedzi, tylko kilka intuicji. W pierwszej kolejności na myśl przychodzi mi chrześcijańska modlitwa kontemplacyjna. Kontemplacja zostawia na boku myśli, odczucia, spostrzeżenia i jest takim rodzajem trwania przed Bogiem, wskutek którego coś w nas może się uobecnić, sprawić, że wszystko stanie się jasne, mimo że nie doszliśmy do tego rozumową ścieżką. Choć człowiek obecnie stoi na wysokim poziomie rozwoju, to nadal wielu rzeczy nie jest w stanie dostrzec – nie tylko w znaczeniu zmysłów, którymi się posługuje. Po prostu nie ma dostępu do pewnych narzędzi poznawczych. Myślę więc, że też moment stanięcia „po tamtej stronie”, kiedy spadną wszystkie ograniczające nas zasłony, będzie charakteryzował się jasnością podobną do modlitwy kontemplacyjnej. Czasami również perspektywa czasowa, doświadczenia życiowe i spojrzenie wstecz pozwalają zrozumieć przesłanie pewnych wydarzeń.

Może więc ból, którego doświadczamy w zderzeniu z chaotycznymi, nielogicznymi wydarzeniami z naszego życia to nie jest jeszcze wszystko? Może, choć nie będziemy całkowicie wolni od niekontrolowanych zdarzeń, to istnieją okulary, które pozwalają dostrzec w bezsensie sens?

A Ty, co o tym sądzisz? Po jakie okulary byś sięgnął/sięgnęła, gdybyś chciał zobaczyć, co tak naprawdę kryje się za tym, co Ci się przydarzyło?

0 0 vote
Article Rating

Post Author: lukaszkusmierz

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments