Mężczyzna nosi w sobie wielki potencjał. Ma na wyciągnięcie ręki męskie cechy i zachowania, dzięki którym żyje się pełną piersią. Gdy jesteś męski, to możesz m.in. być silny, waleczny, mądry, zdecydowany, autentyczny, wrażliwy na osoby potrzebujące pomocy, kochający, posiadać poczucie humoru i zdrowy dystans, opierać się na Bogu, prowadzić siebie i swoją rodzinę do zbawienia.

Niestety, uważam, że współczesny mężczyzna czuje się zagubiony, a mężczyzna w Kościele tym bardziej. Ma trudność z odpowiedzią na pytanie, w jakim kierunku zmierza, do czego jest powołany, i jak to osiągnąć. Nie wie, jak pogodzić bycie 100% facetem z poważnie przeżywaną wiarą.

Marzy mi się Kościół pełen „męskich mężczyzn”, zintegrowanych duchowo i osobowo. Nie jesteśmy skazani na alternatywę „albo-albo”: albo żywa relacja z Bogiem, albo praca, rachunki, dom.

Wierzę w to, że Bóg złożył w Tobie potencjał. Chcę go wraz z Tobą uwolnić – po to, abyś był liderem w środowisku, w którym na co dzień funkcjonujesz, czyli mężczyzną, który jest punktem odniesienia dla innych ludzi.